Dostępna – niedostępna. Rzecz o informacji publicznej

310

Prawo do informacji publicznej gwarantuje nam artykuł 61 Konstytucji RP, artykuł 10 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka oraz ustawa o dostępie do informacji publicznej z 2001 roku. Czy korzystamy z tych praw? Na jakie problemy natrafiamy, kiedy już odważymy sie zapytać? Jaka jest praktyka stosowania prawa w polskich instytucjach?

Z dokumentem wewnętrznym urząd śpi spokojnie

Michał, mieszkaniec 40 tys. miasta wystąpił do urzędu o rejestr zawieranych umów zleceń. Chciał wiedzieć, kogo i za ile władze zatrudniły do opracowania folderu o walorach turystycznych gminy. Spotkał się jednak z odmową.

Zdarza się, że organy administracji nie udostępniają takich informacji, wykorzystując instytucję, tzw. „dokumentu wewnętrznego”, nazywanego też czasem „roboczym”. Czy słusznie, można mieć poważne wątpliwości.

– Użyta w ustawie definicja mówi, że każda informacja o sprawach publicznych stanowi informację publiczną i podlega udostępnieniu. Nie ma więc powodu, by to ograniczać. Wyjątki powinny wynikać wyłącznie z ustawy i być związane z ochroną innych dóbr, np. prawa do prywatności, tajemnicy przedsiębiorcy, czy bezpieczeństwa państwa. Pamiętajmy: każda informacja o sprawach publicznych stanowi informację publiczną – wyjaśnia prawnik Bartosz Mendyk, doktorant prawa i właściciel kancelarii Ius Europae.

Naczelny Sąd Administracyjny (NSA) wypracował wyjątek nazywany „dokumentem wewnętrznym”. Ustawa nigdzie o nim nie wspomina, jednakże niektórzy sędziowie są przekonani o potrzebie jego istnienia. Taki dokument, jak wynika z orzecznictwa, nie jest informacją publiczną i nie podlega udostępnieniu. Sędzia Irena Kamińska, pytana przez PAP stwierdza: „oczywiście, zdajemy sobie sprawę z tego, że taka wykładnia jest bardzo krytykowana przez grono konstytucjonalistów, obrońców prawa do informacji”.

Urzędy zachęcone wyrokami NSA zaczynają nagminnie korzystać z pojęcia „dokumentu wewnętrznego”, które nie posiada definicji i oparcia w ustawach – zatem daje się dowolnie stosować. I tak, mimo zwiększenia zainteresowania obywateli dostępem do informacji publicznej, nastąpiło osłabienie poczucia rozliczalności polskiej administracji w związku z „popularnymi w urzędach” orzeczeniami sądowymi. Jest to swoisty paradoks.
Rozstrzygnąć o tym, czy coś jest informacją publiczną, muszą w takich wypadkach sądy, ale nie każda osoba spotykająca się z odmową udostępnienia informacji, skłonna jest złożyć skargę. Szczęśliwie, kiedy już sprawa dotrze na salę sądową, sędziowie – w większości przypadków wyglądających na celową obstrukcję – rozstrzygają na korzyść osób wnioskujących o dostęp do informacji.

Płacić, czy nie płacić?

Martyna, mieszkanka jednego z powiatów w województwie mazowieckim była zaskoczona, gdy dowiedziała się, że musi zapłacić za udostępnienie skanów projektu przebudowy obwodnicy. Urzędniczka oświadczyła, że to koszty związane z kopiowaniem dokumentów na płytę CD, o którą prosiła Martyna.

– Administracja często z góry ustala cenniki za informację publiczną lub za dodatkowe koszty związane z jej udostępnieniem. Należy pamiętać, że dostęp do informacji publicznej jest bezpłatny. Nie można naliczać żadnych kosztów związanych z wykonaną pracą – udostępnianie informacji jest jednym z zadań urzędu. Możliwe jest ewentualne pobranie opłaty za nośnik informacji, np. zakup pendrive’a, jeżeli żądana przez nas informacja ma być wydana (na nasz wniosek) w takiej właśnie formie – przekonuje Bartosz Mendyk i dodaje, że z orzecznictwa NSA wynika, że „nawet jeśli wnioskodawca nie wniesie opłaty, to podmiot zobowiązany do udzielenia informacji publicznej musi ją udostępnić zgodnie z wnioskiem. Przepis mówi, że organ jedynie powiadamia o wysokości opłaty, nawet nie wzywa do jej wniesienia, bo to wiązałoby się z jakimiś środkami egzekucyjnymi, a po upływie 14 dni i tak musi udostępnić informację”.

Proszę o odpowiedź…

Nagminnym problemem, z jakim stykają się osoby występujące o udostępnienie informacji publicznej, jest niereagowanie na taki wniosek. Urząd, czy instytucja potrafi nie odpowiedzieć na kłopotliwe pytanie (zazwyczaj na temat finansów publicznych). Wnioskodawcy nie wiedzą, co w takiej sytuacji robić.
– Egzekwowanie informacji zależy od nas samych, od naszego uporu, ponawiania pytań, samodzielnego skarżenia się do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego. W praktyce, w sądach wnioskodawcy często wygrywają, ale wymaga to determinacji – zapewnia Bartosz Mendyk. Tych, którzy egzekwują realizację swoich praw, w nierównej walce z instytucjami publicznymi wspierają, np. organizacje pozarządowe, takie jak Sieć Obywatelska Watchdog Polska.

Sieć Obywatelska Watchdog Polska

Organizacja pomaga egzekwować prawo, monitoruje jego realizację oraz chroni standardy przejrzystości i rozliczalności władzy. Tworzy też obywatelską sieć lokalnych strażników (Watchdogs). Można się z nią dosyć łatwo skontaktować telefonicznie i mailowo.
– Co roku zgłasza się do nas coraz więcej osób z prośbą o pomoc. Z jednej strony cieszy nas, że społeczeństwo zaczyna być świadome istnienia prawa do informacji i coraz częściej pyta instytucje publiczne o różne, ważne sprawy. Z drugiej strony, liczba błahych problemów, takich, gdzie nasza pomoc w ogóle nie powinna być potrzebna, jest wciąż zatrważająco wysoka. Oczywiście, pomagamy zawsze – mówimy, np. co zrobić, kiedy nie ma odpowiedzi, gdy jest nie na temat, albo gdy straszy się osoby wnioskujące kosztami – wyjaśnia Katarzyna Batko-Tołuć, dyrektorka programowa Sieci Obywatelskiej Watchdog Polska. – Poza tym, staramy się jak najwięcej edukować – pokazujemy ludziom, że pójście do sądu nie jest takie straszne, że można wygrać, że o swoje prawa trzeba dbać, a instytucje uczyć, że mają być praworządne – dodaje.
Czasem zdarza się jednak, że ktoś boi się składać wniosek o udostępnienie informacji publicznej, gdyż w mniejszych miejscowościach jest to wciąż rodzaj działalności wywrotowej (to, niestety, słabość polskiej demokracji).
– Również na takie problemy staramy się mieć jakieś rozwiązania, w miarę możliwości nie wyręczając osób wnioskujących. Nie chcemy bowiem, żeby lokalne władze uczyły się zastraszać mieszkańców gmin i żeby rozwiązaniem było wnioskowanie przez „organizację z Warszawy” – przyznaje Katarzyna Batko-Tołuć.

Potrzeba zmian

W międzynarodowych badaniach porównawczych przeprowadzonych w 2011 roku (jeszcze przed nowelizacją ustawy o dostępie do informacji publicznej z września 2011 r.) przez Access Info Europe (Hiszpania) oraz Centre for Law and Democracy (Kanada), we współpracy z Komitetem Doradców składającym się ze światowej klasy specjalistów w zakresie prawa do informacji, polskie gwarancje realizacji prawa do informacji wypadły niezwykle słabo. Zdaniem Sieci Obywatelskiej – Watchdog Polska, standardy wyznaczone przez badanie mogłyby być dobrym punktem wyjścia do dyskusji o zmianach w polskim prawie. Ale nawet najlepsze gwarancje nie zmienią problemu z praktyką stosowania prawa.
– Wiele rzeczy można by w polskim prawie poprawić, ale w pewnym sensie, przy obecnej praktyce i podejściu administracji do jawności, to strach wprowadzać rozwiązania znane w Europie, jak np. „test szkody”. Chodzi w nim o to, aby w wątpliwych sytuacjach, gdy trzeba rozważyć konflikt dwóch praw, dajmy na to – prawa do informacji i prawa do prywatności – administracja zastanowiła się, co przyniesie większą szkodę społeczną: ujawnienie informacji, czy jej nieujawnianie ze względu na czyjąś prywatność – mówi Katarzyna Batko-Tołuć. – Typowym przykładem może być to, że mamy prawo znacznie więcej wiedzieć o majątku i dochodach niektórych osób sprawujących funkcje publiczne niż o majątku i dochodach sąsiada. Jawność informacji w tym pierwszym przypadku stanowi zabezpieczenie przed różnego rodzaju nieprawidłowościami w zarządzaniu publicznymi pieniędzmi i w procesie podejmowania decyzji. Jednak przy nastawieniu wielu instytucji na poszukiwanie pretekstu, aby informacji nie ujawniać, czego pośrednim wskaźnikiem jest fakt, że na rynku świetnie sprzedają się szkolenia z „nieudostępniania informacji” – taki „test szkody” jest ryzykiem (pozwala na swego rodzaju uznaniowość). Brzmi to dosyć gorzko, ale niestety tak jest… Bez aktywności samych obywateli i ich konsekwencji w egzekwowaniu prawa nie będziemy w stanie wprowadzić skutecznej zmiany na masową skalę. Mamy więc ambiwalentne uczucia co do zmiany prawa, ale oczywiście monitorujemy dosyć niemrawą debatę wokół tej kwestii i mamy swoje postulaty związane ze zwiększeniem skutecznej egzekucji prawa – twierdzi Katarzyna Batko-Tołuć.

Postulaty dotyczące nowelizowanej ustawy o dostępie do informacji publicznej przedstawiane od 2012 roku przez Sieć Obywatelską Watchdog Polska można znaleźć na stronie: http://informacjapubliczna.org.pl/18,763,postulaty_sllgo_dotyczace_nowelizowanej_ustawy_o_dostepie_do_informacji_publicznej.html

Podstawa prawna: 
Prawo do informacji publicznej gwarantuje nam artykuł 61 Konstytucji RP, artykuł 10 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka oraz ustawa z dnia 6 września 2001 r. o dostępie do informacji publicznej (Dz. U. z 2001 r. Nr 112, poz. 1198).
Każda informacja o sprawach publicznych stanowi informację publiczną i podlega udostępnieniu.

Prawo do informacji przysługuje każdej osobie (prawa do informacji uznane zostało prawem człowieka) i obejmuje ono uprawnienie do niezwłocznego uzyskania informacji publicznej zawierającej aktualną wiedzę o sprawach publicznych.

Autor: Dariusz Mol

źródło: Informator Obywatelski
data publikacji: 2014-03-12

Uwaga! Przedruk, kopiowanie, skracanie, wykorzystanie tekstów (lub ich fragmentów) publikowanych w portalu Informatora Obywatelskiego w innych mediach lub w innych serwisach internetowych wymaga zgody Związku Biur Porad Obywatelskich!