Pracujący na swoją biedę

395

Znane powiedzenie głosi, że żadna praca nie hańbi. A co z wynagrodzeniem? Czy również żadna płaca nie hańbi? W zeszłym roku ¼ pracujących Polaków musiała wyżyć za wynagrodzenie niższe lub równe pensji minimalnej. Skąd się biorą working poor, czyli pracujący biedni? Czy systemy pomocowe (np. system bezpłatnego poradnictwa prawnego i obywatelskiego) należy konstruować, biorąc pod uwagę również potrzeby tej właśnie grupy.

Znane powiedzenie głosi, że żadna praca nie hańbi. A co z wynagrodzeniem? Czy również żadna płaca nie hańbi? Dużo mówi się o płacy „godnej”, czyli takiej, która pozwala na zaspokojenie potrzeb biologicznych i społecznych. Zdrowy rozsądek podpowiada, że „wiązanie końca z końcem” z takim wynagrodzeniem ma niewiele wspólnego. W zeszłym roku ¼ pracujących Polaków musiała wyżyć za wynagrodzenie niższe lub równe pensji minimalnej. Wyzysk ze strony pracodawców? Roszczeniowość pracowników? A może coś tak zewnętrznego, jak „niedopasowanie oferty edukacyjnej do wymogów rynku pracy”? Skąd się biorą working poor, czyli pracujący biedni?

Bieda niejedno ma imię

Working poor – pracujący biedni – pojęcie zaskakujące, wbrew intuicji. W powszechnej opinii bieda wynika bowiem raczej z braku pracy. We wszelkich sondażach, np. w tych realizowanych przez Centrum Badania Opinii Społecznej (CBOS) w latach 2000, 2004, 2007, w których respondenci pytani są o przyczyny biedy (niekoniecznie doświadczanej przez nich samych), bezrobocie wymieniane jest zawsze jako pierwsze. Na następnym miejscu są m.in. alkoholizm, brak wykształcenia i kompetencji.

Tymczasem przybywa ludzi, którzy mimo iż pracują, pozostają biedni. Oczywiście można spytać, co to znaczy – „biedni”. Za biedną uznamy na pewno taką osobę, której nie stać na kupno żywności, odzieży, opłacenie czynszu za mieszkanie. Jeśli jednak mamy na bułkę z masłem, ale nie na kupienie książki, płyty, pójście rodziną do kina, to jesteśmy już biedni, czy jeszcze nie? Jesteśmy. Przynajmniej w ujęciu relatywnym. Właśnie różne potrzeby człowieka – biologiczne i te „wyższego rzędu” – legły u podstaw wyróżnienia dwóch rodzajów ubóstwa: bezwzględnego i względnego.

Miary ubóstwa

Miarą ubóstwa bezwzględnego jest minimum egzystencji lub minimum biologiczne. Określa ono dochody pozwalające wyłącznie na pokrycie potrzeb, których realizacja nie może być odłożona w czasie – żywnościowych oraz mieszkaniowych. Dochody niższe od tak wyznaczonego poziomu prowadzą do biologicznego wyniszczenia i zagrożenia życia. Wskaźnik wyliczany jest dla gospodarstw pracowniczych, w tym dla osób samotnych, małżeństw, rodzin wieloosobowych oraz dwóch typów gospodarstw emeryckich (1- i 2-osobowych). Minimum egzystencjiile to jest? W 2012 r. za dochody pozwalające wyżyć na granicy egzystencji dla 4-osobowej rodziny uznano 1771,96 zł. netto (dane śródroczne); dla gospodarstwa jednoosobowego było to 521 zł netto.

Miarą ubóstwa względnego jest minimum socjalne. Minimum socjalnym określane są dochody pozwalające na zaspokojenie nie tylko podstawowych potrzeb bytowych, ale też społecznych – posiadania i wychowania dzieci oraz utrzymania minimum więzi społecznych Obejmuje ono wydatki m.in. na: żywność, mieszkanie, edukację, kulturę i rekreację, odzież i obuwie, ochronę zdrowia, higienę osobistą, transport i łączność. Wskaźnik wyliczany jest dla podobnych kategorii gospodarstw jak minimum egzystencji. Minimum socjalne – ile to jest? W 2012 r. za dochody zapewniające pokrycie podstawowych potrzeb bytowych i społecznych dla 4-osobowej rodziny uznano 3379,01 zł netto; dla gospodarstwa jednoosobowego było to 691 zł netto.

Ubóstwo ustawowe – kwota dochodów, które zgodnie z ustawą o pomocy społecznej uprawniają do ubiegania się o przyznanie świadczenia pieniężnego (pomocy ze strony instytucji państwa). Od października 2012 r. dla gospodarstwa wieloosobowego jest to 456 zł netto na osobę, dla jednoosobowego – 542 zł netto.

W zależności od tego, jaką miarę przyjmiemy, zatrudnieni i zarazem ubodzy stanowią od około 12% do 25% ogółu pracujących w Polsce. Zgodnie z uproszczoną definicją Eurostatu (urzędu statystycznego Unii Europejskiej) za working poor uznamy osobę o dochodach nie większych niż ⅔ średniej krajowej. Zgodnie ze statystykami Głównego Urzędu Statystycznego (GUS) przeciętne wynagrodzenie w Polsce w 2012 r. wynosiło 3 521,67 zł brutto. Pracujący biedni otrzymywali więc miesięcznie nie więcej niż około 2 100 brutto, czyli najwyżej około 1 500 zł netto. Innymi słowy ich wynagrodzenie oscylowało wokół pensji minimalnej (było jej równe lub niższe). W zeszłym roku ¼ pracujących Polaków musiała wyżyć z takiego wynagrodzenia.

Skąd pracujący biedni

W raporcie opracowanym przez Komisję Europejską, pt. In-work poverty and labour market segmentation in the EU: key lessons. 2010 (Ubóstwo pracowników i segmentacja rynku pracy w UE: kluczowe wnioski) wyłoniono zestaw czynników sprzyjających powstaniu i funkcjonowaniu klasy working poor. Są nimi:

  • struktura rynku pracy,
  • struktura gospodarstwa domowego wraz z rodzajem pracy wykonywanej przez osoby je utrzymujące,
  • czynniki instytucjonalne (wysokość płacy minimalnej, dostępność i wysokość świadczeń społecznych),
  • cechy indywidualne pracowników.

Wszystkie te kategorie na pierwszy rzut oka wydają się jasne, co nie znaczy, że nie wiążą się z nimi pewne pytania wymagające głębszej refleksji (tutaj, siłą rzeczy, tylko wybiórczo).

Struktura rynku pracy

Przy okazji mówienia o strukturze rynku pracy wiele mówi się też o segmentacji, która przyczynia się do „uwięzienia” ludzi w pułapce nisko opłacanych stanowisk. Paradoks polega na tym, iż segmentacja, powiązana ściśle z rosnącą specjalizacją oraz globalizacją wydaje się być nieunikniona. Czy oznacza to, że pracujący biedacy są nieodłącznym elementem rynku pracy?

Struktura gospodarstwa domowego

Biedą zagrożone są przede wszystkim rodziny wielodzietne. Także te, w których dwie osoby pracują. Czy potrzebny jest dodatkowy komentarz? Wygląda na to, że dzieci, które od zawsze były inwestycją na przyszłość, stały się obciążeniem.

Czynniki instytucjonalne

Jako remedium na ubóstwo, także osób pracujących, podaje się najczęściej: konieczność wzrostu płacy minimalnej oraz zmianę redystrybucji dochodów, czyli po prostu – tym, którzy mają za mało trzeba dać więcej. Pomijając już mechanizmy ekonomiczne, jak np. zależność: wzrost płacy minimalnej i wzrost bezrobocia, to jak takie recepty mają się do przyczyn leżących u podstaw ubóstwa zatrudnionych? Skomplikowane przyczyny i prosta recepta, która ich nawet nie dotyka.

Indywidualne cechy pracowników

Wszyscy omawiający zagadnienie funkcjonowania working poor zgadzają się, że szeregi tej grupy zasilają przede wszystkim osoby o niskim wykształceniu i niskich kompetencjach (np. Pracujący biedni. Komunikat z badań, CBOS, Warszawa 2008). Zaraz jednak dodają, iż nie oznacza to, że nie ma wśród pracujących biednych ludzi po szkołach wyższych. Taką sytuację tłumaczy oczywiście wzrost powszechności wykształcenia. Coraz więcej ludzi ma dyplom i dla coraz większej liczby z nich nie ma (dobrej) pracy. Jako wyjaśnienie takiej sytuacji pojawia się powtarzane jak mantra „niedopasowanie oferty edukacyjnej do wymogów rynku pracy”. Warto zatrzymać się w tym miejscu i spytać, co znaczy owo „niedopasowanie”? Jak wybrać studia niezgodne z zainteresowaniami, ale za to odpowiadające w tym momencie na potrzeby rynku pracy? Czy wybór „właściwego” kierunku nauki, naprawdę daje wszystkim szanse na sukces zawodowy i dobrze płatne, a nie poślednie stanowiska (zajmując które zasilamy szeregi pracujących biednych)?

Gdy mowa o edukacji, zauważmy jeszcze jedną rzecz. Tak jak rynek pracy, podlega ona coraz węższej specjalizacji. W szkole objawia się to znamiennym: „po co się tego uczyć, w życiu się to nie przyda”. W efekcie, licea ogólnokształcące przestają takimi być. Uczniowie często już po drugim roku nauki wybierają przedmioty, których będą się uczyć. O wykształceniu ogólnym raczej mowy więc być nie może. Sami zamykamy się w „pułapce segmentacji”, a ta jak pamiętamy jest jednym z czynników sprzyjających funkcjonowaniu pracujących biednych.

Nie bazując już na żadnych badaniach, zastanówmy się nad takim rozwiązaniem: stosunkowo długi etap kształcenia ogólnego, specjalizacja dopiero na studiach, bądź w szkołach zawodowych, wybrana nie pod dyktando rynku, lecz pod swoje własne. Dużo łatwiej być dobrym w tym, co się lubi, niż w tym, co robi się z konieczności. A „bycie dobrym” częściej przekłada się na wyższe zarobki niż bycie przeciętnym. Być może przyjdzie nam wykonywać zawód inny niż wymarzony – wtedy będzie to jednak konieczność, a nie odebranie sobie samemu na starcie szansy na naukę i robienie w życiu czegoś, co rzeczywiście sprawia satysfakcję.

Portret pracującego biednego

Pracujący biedni to przede wszystkim osoby z wykształceniem podstawowym lub zawodowym, mieszkające raczej na wsi niż w mieście (najczęściej w Polsce wschodniej). Pewien niepokój może wzbudzać wiek: 40-49 lat. Wydawać by się bowiem mogło, że co jak co, ale po 40-ce można dorobić się jednak małej stabilizacji.

Do grupy pracujących biednych zaliczają się również ludzie młodzi, pracujący na tzw. umowach śmieciowych. Emeryci natomiast w mniejszym stopniu, jako że nie zawsze spełniają warunek bycia zatrudnionym (definicja „pracujących biednych”).

Tyle informacje podstawowe. A teraz spójrzmy na zagadnienie inaczej. Bieda wynikać może nie tylko z niskich zarobków, ale także wysokich wydatków. Jeśli obciążeni jesteśmy wysokimi kosztami stałymi (o to nie trudno, wystarczy opłacać wynajem mieszkania bądź ratę kredytu hipotecznego), prawdopodobieństwo, że zasilimy grupę working poor niebezpiecznie wzrasta. Jaki odsetek wśród osób pracujących żyje „na granicy”? Jakie jest prawdopodobieństwo, że tę granicę przekroczymy i staniemy się ubodzy? Jak temu zapobiec z punktu widzenia polityki państwa?

Zawieszeni

Na pracujących biednych można spojrzeć jak na „zawieszonych” między grupą ludzi mających wystarczające dochody na tzw. godne życie a grupą klientów ośrodków pomocy społecznej. Working poor potrzeby socjalne zaspokajają w niepełnym zakresie, jednak nie kwalifikują się do tego, aby materialnie wspomagało ich państwo. Z drugiej strony, ponoszą wszelkie konsekwencje bycia zatrudnionym – „uwięzieni” niskopłatnej pracy, nie mają czasu, aby poprawić swoją sytuację, podnosząc kompetencje, aktywnie szukając lepiej płatnego zajęcia. Tkwią w pułapce, wszelkie siły skupiając na tym, aby „utrzymać się na powierzchni”.

Wykluczeni

Working poor nie mogą osiągnąć „masy krytycznej”, aby zacząć żyć pełną piersią. Nie mają podstawowego poczucia stabilizacji, jakie dają oszczędności, bo wszystko wydane jest na podstawowe potrzeby. Nie mają też czasu, aby ten stan rzeczy zmienić. Posiadanie pracy i dochodu zamyka drogę nie tylko do świadczeń społecznych, ale także do darmowych (tzn. finansowanych najczęściej z funduszy UE) szkoleń podnoszących kompetencje, doradztwa zawodowego. Większość tych inicjatyw kierowana jest bowiem do bezrobotnych. Wszelkie bezpłatne usługi, jak poradnictwo, szkolenia, kursy – gdy przyjmowane jest kryterium dochodowe wobec potencjalnych uczestników – biednych pracujących wykluczają z grupy beneficjentów. Są oni w lepszej sytuacji niż bezrobotni, więc bezpłatna pomoc ich nie obejmuje.

Ciekawie do tego zagadnienia odniesiono się w raporcie zbiorczym z konsultacji z organizacjami pozarządowymi pt. System bezpłatnego poradnictwa prawnego i obywatelskiego w Polsce. Ogólnie rzecz biorąc, w czasie spotkań podsumowanych w przytoczonym raporcie zastanawiano się, według jakich reguł i dla kogo powinno być prowadzone w Polsce bezpłatne poradnictwo prawno-obywatelskie. Uczestniczące w konsultacjach organizacje opowiadały się za bezpłatnym i powszechnym dostępem do tego typu usług. Przytaczały wiele argumentów. Zacytujmy jeden z nich – przemawiający przeciwko kryterium dochodowemu udzielania pomocy: wysokość dochodu nie jest miarodajną informacją o sytuacji osoby zgłaszającej się po pomoc (System…, s. 9). Jednym słowem o biedzie decydują nie tylko niskie dochody, ale także proporcja dochodów do wydatków stałych. A te często są wynikiem zdarzeń losowych, niezależnych od osoby, która je ponosi, np. ciężka choroba dziecka i związane z tym koszty leczenia, rehabilitacji itp.

Głos organizacji pozarządowych w ramach wspomnianych konsultacji nie został w pełni uwzględniony w tworzeniu modelu poradnictwa prawno-obywatelskiego w Polsce. Podkreślić jednak można, iż właśnie organizacje pozarządowe mogłyby poprzez kampanie społeczne i, rzecz jasna, odpowiednie działania statutowe wskazać drogę postępowania wobec pracujących ubogich. Jeśli przy decyzji o udzieleniu wsparcia organizacje kierują się kryterium dochodowym, warto aby zachowały czujność. Posiadanie pracy i stałej pensji nie chroni niestety przed wykluczeniem społecznym.

Autor: Klara Sołtan-Kościelecka

źródło: Informator Obywatelski

data publikacji: 2013-12-27

Uwaga! Przedruk, kopiowanie, skracanie, wykorzystanie tekstów (lub ich fragmentów) publikowanych w portalu Informatora Obywatelskiego w innych mediach lub w innych serwisach internetowych wymaga zgody Związku Biur Porad Obywatelskich!